Translate

środa, 27 lutego 2019

Watykan - Być w Rzymie i papieża nie widzieć ...

Lecąc z Żabką do Rzymu miałem w planach zwiedzenie Watykanu. Na zapoznanie się z tym niezwykłym miejscem podobno wystarcza dzień, chociaż nie okazało się to prawdą. Co do spotkania z papieżem, to nie byliśmy pewni, czy uda się nam go zobaczyć. Znając naszego pecha sądziliśmy, że akurat tego dnia będzie miał jakąś wizytę w odległym kraju, może będzie przyjmował jakichś ważnych gości lub właśnie będzie burza z piorunami i grzmotami. Watykan jednak tak czy siak zobaczyć chcieliśmy. Gdzie na przykład jak nie tutaj, przynajmniej teoretycznie można być jednocześnie w dwóch stolicach? Wysiadamy w Rzymie na stacji metra Ottaviano. 

 
Stąd chyba najbliżej do Watykanu. Wychodzimy, mijamy kilka przecznic i jesteśmy przed Placem Świętego Piotra. Do Watykanu już tylko kilkadziesiąt metrów.


Podczas marszu zostaliśmy obskoczeni przez osoby chcące sprzedać nam bilety do muzeów watykańskich. W końcu za którymś razem zatrzymaliśmy się i po krótkiej rozmowie zdecydowaliśmy się na przewodnika. Doszliśmy do wniosku, że warto. Dzięki temu nie będziemy musieli czekać godzinami za biletem wstępu. Mówiący płynną polszczyzną Olek z Ukrainy zaproponował nam przewodnika po polsku, potem zaprowadził do biura w którym kupiliśmy bilety. Przewodniczka, bo jak się potem okazało była to kobieta, miała się pojawić o godzinie 13. Została nam niecała godzina więc poszliśmy na chwilę sami połazić po okolicy.
Watykan jest pod wieloma względami bardzo ciekawym miejscem. Dzierży sporo rekordów, z których kilka jest ogólnie znanych jak na przykład ten, że jest najmniejszym państwem świata, zarówno biorąc pod uwagę powierzchnię jak i liczbę mieszkańców. Jest także najbardziej zmilitaryzowanym państwem świata. Około 10% jego mieszkańców to żołnierze. Zdążyłem się także dowiedzieć, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca odbywa się tu najwięcej spraw karnych na świecie, średnio jedna rocznie na mieszkańca!

Oto ambasada Argentyny dla Watykanu.


Nie znajduje się ona jednak na terytorium Watykanu. Nawet watykańska ambasada Włoch znajduje się nie, jakby to podpowiadała logika w Watykanie, tylko we Włoszech. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie taka sytuacja występuje. Watykan nie uznaje Chińskiej Republiki Ludowej. W latach 70 usunięto z Chin misjonarzy i od tego czasu obie strony nie utrzymują stosunków dyplomatycznych. Ma to się jednak zmienić. Z tego względu, że miejsca w Watykanie niewiele, jeden z największych teleskopów świata watykańskiego obserwatorium astronomicznego znajduje się w USA, konkretnie na terenie stanu Arizona. Watykan jest także niebezpieczny, przynajmniej tak mówi statystyka. Na jedną zameldowaną osobę w Watykanie przypadało rocznie (dane z 2006 roku) 1,5 przestępstwa. Proszę mi powiedzieć, gdzie na świecie jest przestępstw więcej? Można by tak te ciekawostki wymieniać i wymieniać.

Nazwa Watykan pochodzi od łacińskiego słowa vaticinius oznaczający przepowiadający przyszłość. W Watykanie święto narodowe jest świętem ruchomym. Jest to rocznica wyboru papieża. Teren 0,44 km kwadratowego jest z większości stron otoczony murem. 


W tym maleńkim państwie większość powierzchni zajmują budynki administracyjno-kościelne z galeriami, muzeami, biurami i mieszkaniami z górującą nad tym wszystkim Bazyliką Świętego Piotra. Do tego plac świętego Piotra, Ogrody Watykańskie i to już chyba wszystko. Na resztę nie ma po prostu miejsca.



Przed 13.00 zjawiamy się w umówionym miejscu. Zebrała się już grupka rodaków. Po chwili zaczynamy zwiedzanie. Dostajemy słuchawki, więc nie musimy się na metr trzymać przewodniczki. Idziemy, kobieta opowiada. Wchodzimy do muzeów. Powstały one ze zbiorów jakie zebrali poszczególni papieże w czasie swoich kadencji. Dzielą się na części, z których kilka jest niestety zamkniętych. Na początek ta dotycząca starożytności z mnóstwem figur, figurek, płaskorzeźb etc. Oto jedna z najbardziej znanych greckich rzeźb Grupa Laokona.


 Starożytne budowle czy statuy nie wyglądały tak jak nam się wydaje. Wbrew oczekiwaniom nie były białe czy szare a kolorowe jak na przykład ta przedstawiająca Augusta z Prima Porta 



Dowiadujemy się przy okazji jak ważne jest ułożenie ciała, rąk i nóg takiej figury. Do tej pory nie zwracałem na to uwagi. Spędzamy przy tych posągach ponad pół godziny. Wycieczek z całego świata przybywa coraz więcej.


W jednej z sal oglądamy obraz Jana Matejki "Sobieski pod Wiedniem". Jest na nim przedstawiony Król Jan III Sobieski przekazujący 12 września 1683 roku informację o zwycięstwie wojsk polsko-cesarskich  pod Wiedniem nad armią Imperium Osmańskiego. Jak wiadomo ta bitwa była przełomem, bowiem wspomniane imperium przestało zagrażać chrześcijańskiej części Europy. 



Moment przekazania tego obrazu papieżowi Leonowi XIII został uwieczniony na sklepieniu w Galerii Kandelabrów. 


Niesamowite wrażenie zrobiła Galeria Map wybudowana za kadencji Grzegorza XIII. To długi, 120 metrowy, pięknie ozdobiony korytarz. Sklepienie zawiera obrazy przedstawiające historię chrześcijaństwa. Po bokach widoczne są dość dokładne jak na szesnastowieczne możliwości mapy ówczesnej Italii.




Tak została przedstawiona na jednej z map Wenecja.



 Tak została przedstawiona Sardynia. Architektem wszystkiego był Maschinero a autorem map Ignazio Danti.


Wycieczki z Włoch zatrzymują się tu zdecydowanie dłużej, bowiem, każdy szuka na nich swojej miejscowości. Na lewo jest wejście do Kaplicy Sykstyńskiej.


W kaplicy zdjęć robić nie wolno, więc nie robię. Tutaj fotka z portalu kopalniawiedzy.pl.



Tak Kaplica Sykstyńska wygląda z zewnątrz.


Należy wspomnieć, że kaplica, to jedno z miejsc do którego będąc w Watykanie po prostu zajrzeć wypada. Została zbudowana na polecenie papieża Sykstusa IV, stąd nazwa. Można tu obejrzeć dwa najbardziej znane freski: Stworzenie Adama i Sąd Ostateczny. Jest ich tu znacznie więcej. To prawdziwa uczta dla miłośników sztuki i tylko tłumy turystów psują trochę nastrój. To także tu zbiera się konklawe i wybiera nowego papieża. Gdy wydostający się dym z kaplicy jest czarny - papież nie został wybrany, gdy biały - mamy nowego papieża. Data wyboru jest jednocześnie świętem narodowym Watykanu. Fresk Stworzenie Adama Michała Anioła po raz pierwszy w historii przedstawia Boga jako starszego mężczyznę z siwą brodą. Niektórzy w miejscu, gdzie siedzi Bóg dopatrują się przekroju ludzkiego mózgu. Równie ciekawy jest drugi fresk, również namalowany przez Michała Anioła. Przedstawia Jezusa Chrystusa w roli Wielkiego Sędziego na Sądzie Ostatecznym. O każdym z tych dzieł można pisać tomy. Idziemy dalej. Podczas przerwy zaglądamy do muzeum pojazdów którymi poruszali się papieże. Zaraz po wejściu wita nas karoca Leona XII. Trzeba przyznać, że prezentuje się imponująco.





Powozów, karet, lektyk i wszelkich pojazdów jest tu oczywiście więcej. Powozownia została utworzona w 1973 roku z inicjatywy papieża Pawła VI. Był on także ostatnim papieżem, który wspomnianą karetą odbył podróż. Poniżej ta burgundowa limuzyna to Citroën Lictoria C6 podarowana 9 czerwca 1930 roku Piusowi XI. Bogato i elegancko wyposażony pojazd przejechał tylko 192 km.  


Po jego prawej stronie stoi Mercedes-Benz 460 Nürburg. Otrzymał go także Pius XI 14 listopada 1930 roku. Wszystkich pojazdów nie w sposób dokładnie obejrzeć i opisać. Zatrzymujemy się przy pojeździe w którym poruszał się Jan Paweł II podczas swojego pontyfikatu. To Fiat 1107 Nuova Campagnola. Na ścianie wideo z zamachu na jego życie i spotkania z zamachowcem.


Skoro o pojazdach mowa, to warto także wspomnieć o volkswagenie popularnie zwanym garbusem. On także znajduje się w muzeum pojazdów. Jak tutaj się znalazł? 



Auto zwane Maggiolino zostało podarowane Janowi Pawłowi II 26 maja 2004 roku przez szefostwo i pracowników Volkswagena w Meksyku. Maggiolino był ostatnim tego typu pojazdem z 3000 sztuk wyprodukowanym przez fabrykę Puebla.

Dochodzą do nas sygnały, że jest koniec przerwy i musimy wracać do grupy. Wchodzimy na tzw. Dziedziniec Pinii z charakterystyczną półkolistą niszą i szyszką z brązu.   



Potem dalej korytarzami przez kolejne galerie i komnaty. 


Od czasu do czasu spotykamy żołnierzy Gwardii Papieskiej. Przyjmuje się, że gwardia powstała dokładnie 22 stycznia 1506 roku, kiedy to licząca 150 grupa żołnierzy szwajcarskich weszła po raz pierwszy do Watykanu i została pobłogosławiona przez papieża Juliusza II.  



6 maja 1527 roku Watykan został zaatakowany przez oddziały najemników Karola V. Władzę w Watykanie sprawował wówczas papież Klemens VII. Miasto było bronione przez żołnierzy rzymskich i Gwardię Szwajcarską. Papież musiał ratować się ucieczką a oddziały Karola V i gwardii zostały w poważnym stopniu zdziesiątkowane. To jedyna bitwa, jaką stoczyła w swojej historii Gwardia Szwajcarska.


Klemensowi VII udało się w ostatniej chwili uciec przez liczące 800 metrów sekretne przejście widoczne na powyższym zdjęciu do zamku Świętego Anioła widocznym poniżej. W tamtych czasach był on siedzibą papieży.


Z gwardii (liczebność jest różnie podawana w źródłach) pozostało tylko kilkadziesiąt żołnierzy. Jednak ich śmierć nie pozostała bez echa. Podczas walki dali świadectwo bohaterstwa i poświęcenia dla papieża. 6 maja jest dniem, w którym rekruci składają przysięgę. Mogą nimi zostać tylko obywatele szwajcarscy wyznania katolickiego w określonym wieku.


Rozmawiamy z jednym z nich. Papież Franciszek co środę o 10.00 spotyka się z wiernymi na audiencji. Pytamy gwardzistę o zaproszenia i bez jakichkolwiek problemów otrzymujemy od niego dwie wejściówki. By uczestniczyć w audiencji nie są one bezwzględnie konieczne, jednak gdy jest sporo osób, łatwiej dzięki niej o miejsce. Poza tym jest także pamiątką. Są  one za darmo.


Audiencja odbędzie się jutro a my już nieco zmęczeni idziemy dalej. Przewodniczka żegna się z nami. Udajemy się już sami do bazyliki Świętego Piotra. Jest to druga na świecie pod względem wielkości katolicka świątynia. Według tradycji stoi na miejscu pochówku Świętego Piotra uznawanego za pierwszego papieża. Jego grób znajduje się pod głównym ołtarzem. 



Grobów papieskich jest tutaj więcej. Swoje miejsce spoczynku ma także Papież Jan Paweł II. Tak ono wygląda. 





Nie zostało nam już dużo czasu. Nawet nie załapaliśmy się na windę, bo już było za późno i na kopułę bazyliki wchodzimy na pieszo. 






Warto wejść, bowiem z kopuły rozpościera się niezapomniany 
widok na Watykan i Rzym. 
.



Wracając z kopuły wstępujemy na chwilę do sklepu z pamiątkami. Chcemy kupić kilka magnesów, w tym obiecanych komuś gwardzistów. Wchodzę i wybieram. Chciałem dwa, niestety jest jeden ostatni. Gdy się bliżej przyjrzeć, metalowa figurka żołnierza jest do tego nieco nienaturalnie wygięta. 
- Czy macie jeszcze jednego? Pytam. 
- Niestety ten jest ostatni, odpowiada zakonnica która zajmuje się sprzedażą. 
- Chciałem dwa takie, ale skoro nie ma, wezmę tego. 
- Ale on krzywy nieco, zauważa zakonnica. 
- To nic nie szkodzi, szczerze mówiąc krzywizny prawie wcale nie widać. 
Zakonnica nie dość, że nie wzięła za niego pieniędzy to jeszcze poszła po jakiś inny magnes i gratis dołożyła do gwardzisty. Po prostu w ten sposób chciała wynagrodzić braku jednego magnesu który chciałem. 




Gdy opuszczaliśmy Plac Świętego Piotra, było już ciemno


Przeszliśmy obok miejsca w którym Jan Paweł II został 13 maja 1981 roku postrzelony. Pamiętnego dnia, w momencie zamachu Jan Paweł II schylił się, by wziąć na ręce małą dziewczynkę - Sarę Bartoli. Mówi się, że to m.in. ona uratowała życie papieżowi, bowiem przysłoniła go i uniemożliwiła dokładne wycelowanie. Obecnie Sara Bartoli mieszka w Lariano niedaleko Rzymu i całego wydarzenia nie pamięta. Miejsce zamachu jest zaznaczone kwadratową tablicą na której znajduje się herb Watykanu i data zapisana rzymskimi cyframi.

  
Rano następnego dnia ponownie zjawiamy się na Placu Świętego Piotra. Sporo ludzi już czeka. Zostajemy przed wejściem skontrolowani i oto po chwili ukazuje się papież Franciszek w całej osobie. Robi kilka razy rundkę swoim papamobile na placu wśród wiwatujących turystów, po czym siada i rozpoczyna mszę.


Watykanu nie da się obejrzeć w ciągu jednego dnia. Jeśli się komuś wydaje inaczej, to się po prostu myli. My także nie zdążyliśmy zobaczyć wielu rzeczy. O Ogrody Watykańskie ledwo się tylko otarliśmy. Chciałem także zajrzeć na stację kolejową w Watykanie,
(Jednak zdjęcie stacji kolejowej zrobiłem, to ten budynek na pierwszym planie). Miałem ochotę pochodzić ze spokojem po uliczkach, zajrzeć także tam, gdzie turystów mniej. 


Może następnym razem ... 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Rzym

Omnes viae Romam ducunt - wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Zastanawiałem się, wybierając do stolicy Włoch, czy ta stara sentencja dotyczy również dróg powietrznych. Wylot o 6.20 z lotniska Berlin Schönefeld. Nie bardzo wyspany zjawiłem się w towarzystwie Żabki około godziny 5 na lotnisku. Jak zwykle obserwowałem i fotografowałem co ciekawsze obiekty. 
 


Żebym ja to tylko wiedział, gdzie ten wielki zielony "tort" jest ... Chyba gdzieś we Włoszech.

Po 2 godzinach lotu spoglądam z góry na pierwsze charakterystyczne budowle Wiecznego Miasta. 

Stadion


  
Colosseum. 


Watykan z Placem Świętego Piotra i charakterystyczną kopułą bazyliki. 
Można powiedzieć, że widać całe państwo na jednym zdjęciu.


Największy dworzec kolejowy Rzymu - Roma Termini



Wylądowaliśmy na lotnisku Ciampino. 60 lat temu był to główny port lotniczy Rzymu. Teraz docierają tu przede wszystkim samoloty tanich linii. Udajemy się autobusem 520 do stacji metra Cinecittà. (1,50 euro, bilet ważny 100 minut).


W Cinecitta znajduje się największe we Włoszech studio filmowe. Termin za wiele może nie mówić, jednak miejsce musi robić wrażenie. Są tam plany filmowe gotowe do różnorakich produkcji. Nawet Koloseum jest. Chętnie bym je kiedyś odwiedził, (tutaj jak to zrobić ang).
Nocleg mamy od dawna zabukowany w hoteliku po drugiej stronie miasta w dzielnicy Salaria. Postanawiamy najpierw tam pojechać, zostawić plecaki a potem ruszyć na miasto. To co się rzuciło nam w oczy a raczej w uszy to fakt, że nie było łatwo spotkać kogoś, kto mówi w innym języku niż po włosku. Doszedłem do wniosku, że chyba będzie mi łatwiej nauczyć się kilkanaście zdań w tym języku, niż znaleźć kogoś kto włada angielskim. Metrem dojechaliśmy do stacji Termini.


Tu po pół godzinie czekania na autobus i tyle samo jazdy udajemy się w kolejne miejsce zwane Somalią. Tak przynajmniej wynika z kartki, jaką wydrukowaliśmy z netu. Znajduje się ona w dzielnicy afrykańskiej. Żeby było ciekawiej, nieco dalej jest przystanek Etiopia i Addis Abeba. Podczas tej jazdy skończył się czas 100 minut ważności biletu i należało wysiąść by kupić nowy bilet. Tu zaczęła się zabawa - poszukiwanie odpowiedniego sklepu. Zrobiliśmy błąd, że nie kupiliśmy ich więcej lub od razu na kilka dni. W końcu sklep znajdujemy, ale bilety się właśnie panu skończyły. Szukamy więc innego i robimy po Rzymie pierwsze kilometry marszu. Jest piękna, wręcz idealna pogoda, 18 stopni. W końcu odnosimy sukces, mamy bilety, wskakujemy w autobus i dojeżdżamy do Somalii. 


Stąd znów liczymy przystanki by dojechać do miejsca gdzie nasz hotel. Gdybym nie zapomniał wgrać mapy Włoch do nawigacji w telefonie, nie byłoby takich cyrków, więc jestem zły na samego siebie. Liczę więc każde zatrzymanie autobusu. Jak się potem okazało, wyszliśmy z autobusu za wcześnie, bo kierowca dodatkowo raz zatrzymał się między przystankami. Potem jak te sieroty rozglądaliśmy się i zastanawialiśmy co dalej i gdzie ten cholerny hotel.
- Tam za 300 m po lewej stronie, odpowiada zapytany Włoch łamaną angielszczyzną.
Mamy już w nogach około 10 km więc te 300 m nie zrobi różnicy. Jak się okazało, to nie było 300 m a 1000 lub jeszcze więcej. Do tego żadnego pobocza, szliśmy po szosie w towarzystwie pędzących aut różnego kalibru. W ogóle to o tej drodze można by było nowelę napisać. Zdążyliśmy zaliczyć dziwny wiadukt postawiony bez prowadzącej do niego drogi i kilka innych "atrakcji".


 Gdy w końcu doszliśmy, mieliśmy wrażenie, że zdobyliśmy co najmniej Rysy a to był tylko jednogwiazdkowy hotel i właściwie dopiero początek. Sądząc po ilości nadbudówek musiał mieć z pewnością ciekawą historię.


Po załatwieniu formalności, miłe zaskoczenie, weszliśmy do bardzo przyjemnego pokoju, rzuciliśmy plecaki i padliśmy na łóżka. Sen to była najlepsza rzecz, na jaką nas było w tym momencie stać. 
Około 15 pojechaliśmy jako tako wypoczęci obejrzeć miasto.  
Na przystanku pytamy kiedy będzie autobus, bo coś długo nic nie przyjeżdżało.
Włoch z uśmiechem odpowiedział, że autobus będzie, jak przyjedzie. Faktycznie nigdzie nie zauważyłem żadnego rozkładu jazdy. Trzeba jednak przyznać, że Włosi to miły i chętny do pomocy naród. Wiele razy podczas pobytu tego doświadczyliśmy. 
Następny odcinek to stacja Saxa Rubra i potem dojazd do Flaminio. 
Rzym ma dwie linie metra tylko nazwy inne A i B. Niektóre pojazdy komunikacji miejskiej wyglądały bardzo "klimatycznie", choć oczywiście nie wszystkie. Te wagoniki akurat jeżdżą między Saxa Rubra a Flamini.


Chcieliśmy po prostu przespacerować się po mieście a że zaczęliśmy dopiero po 16, to i czasu za dużo nie było. Gdy dojechaliśmy do centrum, zaczynało się powoli ściemniać. Pierwsze, co zrobiliśmy, to kupiliśmy tzw Roma Pass 24. Upoważnia on do jazdy wszystkimi środkami lokomocji i daje wstęp do kilku interesujących miejsc. Jako, że mieszkaliśmy dość daleko od centrum, wyszło to nam korzystnie.



 Według legendy podanej przez historyka z Padwy - Liwiusza  Wieczne Miasto założył Romulus 21 kwietnia 753 roku p.n.e.
 


 Przechadzając się przez centrum można co chwila dostrzec wystające spod ziemi ruiny antycznego miasta. Według niektórych szacunków nadal prawie dziesięć razy tyle starożytnego Rzymu jest pod ziemią.



Gdy ściemniło się na dobre, przypomniały mi się sceny z rzymskiej części filmu "Noc na Ziemi" z rolą Benigniego. W tych zaułkach nie udało mi się jednak dostrzec ani taksówkarza ani tym bardziej biskupa, który odgrywał w epizodzie jedną z głównych ról. 




Tu "rodzą się" Pinokie, po lewej stronie widzimy zapewne pana Gepetto, który struga kolejnego drewnianego pajacyka i tak każdego dnia ...



Doszliśmy do schodów hiszpańskich. W dole jest Plac Hiszpański a  nazwa nawiązuje do ambasady tego państwa. Schody liczą 135 stopni i są podobno najszerszymi w Europie. W dzień, szczególnie w sezonie jest tu zatrzęsienie turystów. Teraz, wieczorem mogłem  otworzyć dopiero co zakupiony browar i go w spokoju, na tych schodach wypić. Istnieje przesąd, że jeść tu się nie powinno. Czy picie to jedzenie?


Docieramy do jednej najbardziej znanej fontanny w mieście - Trevi


Tu w dzień.


Z drugiej strony fontanny rzeczywistość wygląda nieco inaczej. 


Jest listopad, nie chcę wiedzieć, co tu się dzieje wtedy, gdy jest sezon.  Co chwilę słychać chlup, chlup, chlup. To monety wrzucane przez tych stojących ludzi. Nie dziwię, czemu handlarz Bulak z filmu "Milion za Laurę" marzył by taką fontannę wybudować w Warszawie przed supersamem albo na Polnej. W 2016 wyłowiono z wody 1,4 miliona euro. Mimo, że pieniądze leżą na wyciągnięcie ręki, nie wolno ich zbierać. Ochrona pilnuje, by nikt oprócz Caritasu na fontannie się nie wzbogacił. Do tej bowiem instytucji wędruje wyławiana przez miasto całość pieniędzy. Podobno fontanna przynosi miastu więcej dochodu niż wszystkie rzymskie muzea z Koloseum i Forum Romanum na czele. Wrzuciłem swoje cenciki i ja ...

Ołtarz Ojczyzny na Kapitolu





Wykorzystaliśmy nasze wspomniane wcześniej 48 godzinne bilety i bez kolejki weszliśmy do jednej z najbardziej znanych budowli Rzymu - Koloseum. 












O tej jednej z najbardziej charakterystycznych budowli Rzymu napisano tyle, że ja nic więcej już nowego nie dodam. Nadmienię tylko, że to miejsce lepiej zwiedzać poza sezonem, bo są ograniczenia ilości zwiedzających. Jednocześnie może przebywać ich na terenie Koloseum 3000, reszta czeka, aż ktoś wyjdzie.
Potem przyszedł czas na Forum Romanum. 




Główne miejsce spotkań w starożytnym Rzymie. Przez stulecia zmieniało ono wielokrotnie swoje znaczenie. Do XVIII wieku wypasano tu bydło. Był i targ. Obecnie za wejście się płaci. Bilet do Koloseum jest ważny także do Forum Romanum. 


Ciekawym tematem są rzymskie mewy siodłate. Mimo, że Rzym nie leży nad morzem, jest tu ich więcej niż gołębi.  



Po wyjściu z Forum dalej łaziliśmy po mieście do upadłego. 







We wielu miejscach, szczególnie tam, gdzie wiele turystów stoją policyjne i wojskowe patrole.








Po mieście można chodzić bez końca. Jest tyle ciekawych miejsc do obejrzenia, że na pobieżne zapoznanie się z miastem pewnie i miesiąc by nie starczył. Rzym z pewnością należy do tych miast, które odwiedzić należy. Chociaż mieliśmy nadal ochotę dalej zwiedzać, nogi dawały nam jasno do zrozumienia, byśmy sobie już dalszy spacer odpuścili. Do hoteliku przyjechaliśmy przed północą.